RSS
 

Desakralizacja rzeczywistości w poezji Tadeusza Różewicza

21 wrz

Sfera sacrum i profanum

 

życie bez boga jest możliwe

życie bez boga jest niemożliwe[1]

                                                                                                                                                                                                   Tadeusz Różewicz

     Filozofia religii uznaje sacrum za świętość. Jest to podstawowy termin (das Heilige)  tego kierunku upowszechniony przez Rudolfa Otto. Badacz rozumiał pod tym pojęciem tajemniczą, boską moc, która łączy w sobie grozę i oczarowanie. Rzeczywistość sakralna stoi w opozycji do rzeczywistości neutralnej.[2]

      Sacrum możemy rozumieć w dwóch znaczeniach – obiektywnym i subiektywnym. W przypadku pierwszego mamy do czynienia z jakimś konkretnym przedmiotem objawiającym świętość.[3] W takim wymiarze nawet zwykły kamień, należąc do materialnego świata, jest odbiciem świata boskiego. W znaczeniu subiektywne poprzez sacrum rozumieć będziemy odczucie świętości.[4]

     Mircea Eliade rozwinął teorię Otta zwracając uwagę na podstawową różnicę w doświadczaniu świata przez człowieka wierzącego i niewierzącego. Przestrzeń, w której żyje ten pierwszy, jest niejednorodna.[5] Składa się na nią obszar święty – ten najważniejszy, symboliczny, transcendentny, i świecki –  postrzegany tylko w sensie fizycznym i geometrycznym. Niewierzący natomiast, jak pisze Eliade, porusza się w przestrzeni jednorodnej, neutralnej i niezróżnicowanej jakościowo.[6] Postaram się dookreślić ten problem. Człowiek religijny odczuwa bowiem pewne napięcie między sferą sacrum a profanum, jest świadom różnic dzielących te obszary, co ważne, odpowiednio je wartościuje. Eliade pisze o pewnego rodzaju „rozdarciu” przestrzeni, które to pozwala na „ustanowienie świata”, odsłaniając tym samym jego punkt stały.[7] Jednorodność pozbawiona takiego punktu jest chaotyczna i poznawczo niestała. Sacrum jawi się więc jako możliwość „tworzenia świata”, ustanawianie go na wzór czynności boskich. Nie dziwi nas więc ta wyraźna opozycja do obszaru profanum, który pozbawiony jest pierwiastka boskiego.

     Opozycję sacrum – profanum rozwija socjologia, szczególnie koncepcja społeczeństwa Emila Durkheima. Tutaj wymiar sakralny mają te wszystkie wyobrażenia, które stworzone zostały przez społeczeństwo, natomiast świecki to, co opiera się na indywidualnym oglądzie.[8] Ten pogląd również znajdzie odzwierciedlenie w niniejszej pracy.

       Należy  zwrócić szczególną uwagę na pewne stwierdzenie Eliadego, które okaże się fundamentalne dla dalszych rozważań, a mianowicie:

 

Trzeba tu od razu zaznaczyć, że takiego świeckiego doświadczenia nie spotkamy nigdy w stanie czystym. Niezależnie od stopnia desakralizacji świata, do jakiego doszliśmy, człowiek, który opowiedział się za życiem świeckim, nie jest w stanie wyzwolić się bez reszty z postawy religijnej. Jak się przekonamy, najbardziej nawet zdesakralizowana egzystencja zachowuje jeszcze ślady religijnej waloryzacji świata.[9]

 

Postaram się wykazać, iż poezja Różewicza odzwierciedla w pewnym stopniu przytoczoną powyżej myśl.

 

 

Czym jest desakralizacja?

 

nie wierzę w przemianę wody w wino

nie wierzę w grzechów odpuszczenie

nie wierzę w ciała zmartwychwstanie

Tadeusz Różewicz

 

      Władysław Kopaliński definiuje desakralizację bardzo konkretnie -  jako zeświecczenie, laicyzację i sekularyzację.[10] Problem ten trzeba jednak pogłębić. Jest to bowiem zjawisko właściwe (w ogromnym stopniu) czasom współczesnym. Świadome pozbawianie rzeczywistości jej pierwiastków sakralnych, przyczyny i przejawy tego procesu to źródło niezliczonych teorii w zakresie religii, filozofii, antropologii kultury, literatury itd.

     Przyjmuję, że desakralizacja to odrzucenie w sposób świadomy (bądź rzadziej nieuświadomiony) szeroko rozumianego obszaru świętości, odnoszącego się do przestrzeni, czasu i przeżycia religijnego.

     Pierwszym z powodów desakralizacji jest rozwój cywilizacyjny. Człowiek żyjący w świecie, w którym jego podstawowe potrzeby zaspokaja technika, bóstwo jako takie schodzi na drugi plan, lub też zostaje całkowicie zastąpione produktami postępu. Zmniejszająca się z czasem zależność od sił natury, degraduje ją do stopnia czegoś, co można poskromić. Boska ochrona nie jest więc już tak potrzebna jak kiedyś. Tę przyczynę nazwę więc społeczno – cywilizacyjną. Drugą upatruję w indywidualnych doświadczeniach człowieka. Każda jednostka inaczej interpretuje to, co spotyka ją w życiu. W przypadku oporu rzeczywistości, który wywołuje cierpienie, niektórzy uciekają w sferę sacrum, szukając w niej ukojenia, inni natomiast widząc bezwzględność świata zaczynają wątpić w jego wyższy porządek. Tę drugą postawę nazwę więc przyczyną indywidualistyczną.

     Zjawisko desakralizacji dotyczy wszystkich niemal przejawów ludzkiej działalności – od zagospodarowania przestrzeni, poprzez społeczne zachowania, aż do indywidualnego odbierania świata. Tak więc ośrodki kultu nie są już powszechnie czczonei szanowane w takim stopniu, w jakim odbywało się to za czasów cywilizacji archaicznych. W centrum zainteresowania mas staje człowiek i jego potrzeby, a jednostka postrzega świat przez pryzmat li tylko własnego człowieczeństwa.

 

Dlaczego Różewicz?

 

Człowieka tak się zabija jak zwierzę

widziałem:

furgony porąbanych ludzi

którzy nie zostaną zbawieni.

Tadeusz Różewicz

 

 

      Na to pytanie chciałabym odpowiedzieć w kontekście przyczyny desakralizacji, którą nazwałam indywidualistyczną. Nie chcę abstrahować od osoby autora, mimo iż uważam, że wartość poezji można odkrywać nie posługując tą kategorią. Literatura nie powstaje jednak w próżni, więc usprawiedliwionym jest odwoływanie się do kontekstów biograficznych, oczywiście z zachowaniem pewnego umiaru i ostrożności.

      Różewicz przyszedł na świat Radomsku – małym mieście niedaleko Częstochowy. Przebywał tam aż do okupacji hitlerowskiej. Za Henrykiem Voglerem można stwierdzić, iż drobnomieszczańskiei drobnourzędnicze[11] środowisko, w którym wychował się poeta było dla niego bezpiecznym „środkiem świata”[12] (tę niezwykle ważną kwestię rozwinę w dalszym toku pracy). Szczególnie ukochaną przez Różewicza osobą była jego matka – Stefania z Gelbardów. O tej niezwykłej kobiecie, elemencie ładu i stabilności[13] pisał wiele – na szczególne miejsce zasługuje tutaj książka pod tytułem Matka odchodzi. Ojciec o imieniu Władysław to przeciwieństwo matki Różewicza – człowiek lekkomyślny i niefrasobliwy[14]. Brat poety – Janusz był wielkim pasjonatem literatury współczesnej[15], do której miłość skutecznie zaszczepił w sercu młodego Tadeusza.

     Względna życiowa stabilizacja nie trwała jednak długo. Od 1943 roku Różewicz pod pseudonimem „Satyr” walczył z bronią w ręku w oddziałach leśnych.[16] Młody mężczyzna nie przestał pisać. Zdruzgotany ludzkim okrucieństwem zaczął tworzyć poezję jak otwartą ranę[17] – pełną bólu, zwątpienia, wizji apokaliptycznych, a wszystko to przekazywał językiem prostym, oszczędnym w słowa, cierpkim. Bo jak inaczej pisać o wojnie? Nienawidzę słów / że nie mogą / tak jak pętla zdławić / wroga /że lekkie puste / nie mogą /zabić / Boga[18] – czytamy.

     Nie dziwi więc, iż wojenne doświadczenia mogły w taki właśnie sposób wpłynąć na psychikę młodego człowieka. Świat okrucieństwa, który widział poeta, nie krył w sobie Boga – z jednej strony, z drugiej natomiast potrzebował powołać Go na nowo.

 

Desakralizacja

Rzeczywistość

jest wypełniona

rzeczywistością

Tadeusz Różewicz

 

 

     Sacrum, jak już zaznaczałam wcześniej, odsłania pewien punkt stały, nazwany przez Eliadego „środkiem świata”[19]. Środek ten jest swego rodzaju „otwarciem” ku górze i ku dołowi.[20] Wnioskujemy więc, że pełni rolę łącznika między światem boskim a ludzkim. W wielu wierzeniach za takie centrum uważano świętą górę, drzewo, słup, czy kolumnę. Myślę jednak, iż axis mundi można rozumieć jako coś najświętszego, niekoniecznie ograniczając się do rozumienia rdzennego, o którym pisze Eliade. Takim centrum może być cokolwiek (nawet coś niefizycznego), co jest w pojęciu człowieka święte, stałe i stabilne.

Przejdźmy jednak do Różewicza, który  pisze:

krążymy

dokoła

lecz nie ma środka

jest wiele domów które stoją

ale nie ma środka

jest wiele dróg które biegną

ale nie biegną do środka[21]

 

Brak środka utożsamiam z nieobecnością sacrum. Problem nieistniejącego centrum zaznacza Tadeusz Drewnowski powołując się zresztą na ten sam przykład:

 Środek, zapełnienie środka staje się głównym problemem współczesności, od którego zależy wydostanie się z impasu, z niżu, z katastrofy. Ponieważ  trudno znaleźć i spenetrować środek świata, gdy wszystko się rozsypuje, poeta szuka środka człowieka, a zwłaszcza środka samego siebie.[22]

      Krążąc wciąż dokoła, niemożliwym jest odnalezienie środka. Samo bowiem „krążenie” kojarzy się z czymś bezcelowym, chaotycznym, nie mającym początku i końca – z wieczną wędrówką. Jawi się tutaj pewien paradoks – jak można krążyć dokoła niczego? To absurd – odpowiemy, takim też absurdem wydaje się w tym kontekście ludzkie życie. Wprawdzie domy stoją (te domy, które określa Eliade  machinami do mieszkania[23]), drogi biegną, a człowiek urządził sobie swoje miejsce, ale nie ma ono wartości, ponieważ nie istnieje nic, co mogłoby temu światu nadać sens. Jest to bowiem świat chaotyczny, w swej jednorodności poplątany, pełen sprzeczności i niebezpieczeństw. Brak centrum oznacza brak bezpiecznej przystani, fundamentu i punktu odniesienia.

     Sfera sacrum rozumiana w wymiarze obiektywnym jest czymś dookreślonym, znaczy to, że zajmuje konkretne terytorium a od zwykłego świata oddziela ją zazwyczaj próg. Sacrum pojmowane namacalnie jest tylko punktem wyjścia, fizycznością niezbędną do zaistnienia symboliki hierofanicznej. Eliade pisze, iż próg ludzkiego domostwa miał doniosłe znaczenie w sferze obrzędowej i cieszył się ogromnym szacunkiem.[24]

     Różewicz nie pozwala tego progu przekroczyć:

 

Z mojego domu

kamień na kamieniu

kwiatek na tapecie

Ptaszek i gałązka

 

Próg, który rozdziela pustkę i gruz

na progu podkowa

tego szczęścia nie przekroczę

teraz i zawsze[25]

      Zauważmy, ze próg ten oddziela pustkę i gruz – żaden z tych elementów świata nie jest uświęcony. Próg nie może więc stanowić przejścia do sfery sacrum. Pojawia się jednak symbol – podkowa. Przedmiot ten uważa się powszechnie za coś przynoszącego szczęście. W tym utworze oznaczać może pewien ślad innego świata. Nie posiada on jednak mocy, która mogłaby przenieść człowieka do wyższej rzeczywistości. Tego szczęścia nie przekroczę teraz i zawsze  – czytamy. W tym przypadku dom nie jest „świątynią” tylko ruiną. Wprawdzie pozostało jeszcze coś, co przypomina o transcendencji, aczkolwiek powrót do niej nie jest i nie będzie możliwy.

     Za najwyższą transcendencję uznaje się Boga, który dla różewiczowskiego podmiotu odszedł. Dobitnie świadczy o tym wiersz pt. Cierń:

 

nie wierzę
nie wierzę od przebudzenia
do zaśnięcia

nie wierzę od brzegu do brzegu
mojego życia
nie wierzę tak otwarcie
głęboko
jak głęboko wierzyła
moja matka

nie wierzę
jedząc chleb
pijąc wodę
kochając ciało

nie wierzę
w jego świątyniach
kapłanach znakach

nie wierzę na ulicy miasta
w polu w deszczu
powietrzu
złocie zwiastowania

czytam jego przypowieści
proste jak kłos pszenicy
i myślę o bogu
który się nie śmiał

myślę o małym
bogu krwawiącym
w białych
chustach dzieciństwa

o cierniu który rozdziera
nasze oczy usta
teraz
i w godzinie śmierci[26]

 

      Brak wiary zaznacza się w pozbawieniu sakralności przestrzeni życia podmiotu – nie wierzę /w jego świątyniach / kapłanach znakach, jak również nie wierzę na ulicy miasta / w polu w deszczu / powietrzu / złocie zwiastowania. Niewiara dokucza niemalże wszędzie i nie pozwala o sobie zapomnieć. Jest bowiem czymś, co sprawia, iż podmiot nie czuje się w swoim życiu jak u siebie – stara się podążać jej śladem (czytam jego przypowieści / proste jak kłos pszenicy), ale nie odnajduje jej – jest ona czymś odległym, zminimalizowanym (myślę o małym bogu krwawiącym / w białych chustach dzieciństwa). Żadna sytuacja nie jest tutaj uświęcona (nie wierzę / jedząc chleb / pijąc wodę), ponieważ tak naprawdę istnieje tylko pustka, której rangi nie da się podnieść.

     Watro zauważyć, że wiara nie została z premedytacją i okrucieństwem porzucona, odeszła sama pozostawiając człowieka rozdartego przez cierń, który może być symbolem nieuzasadnionego, niesprawiedliwego cierpienia (o cierniu / który rozdziera / nasze oczy usta).

O braku sfery sacrum w rzeczywistości kreowanej przez Różewicza mówi pośrednio również utwór pt. Wygaśnięcie Absolutu:

 

Wygaśnięcie Absolutu niszczy sferę jego przejawiania się marnieje religia filozofia sztuka 
maleją naturalne zasoby języka 
to co zostało wystarczy jeszcze dla felietonistów z "Tygodnika Powszechnego" i "Polityki" dla dziennikarzy kapłanów urzędników 
wymierają pewne gatunki motyli ptaków poetów o imionach dziwnych i pięknych Miriam Staff Leśmian Tuwim Lechoń Jastrun 
Norwid 
nasze sieci są puste wiersze wydobyte z dna milczą rozsypują się 
są jak kurz tańczący na promieniu słońca który wpadł do pustego wnętrza świątyni[27] 

     Na początku należy zadać sobie pytanie czym jest Absolut? Słownik terminów i pojęć filozoficznych głosi, że jest to byt doskonały, który od czasów Voltaire’a oznacza Boga. Poza tym jest bytem prostym i koniecznym, to z niego jednak pochodzą byty złożone.[28] Upraszczając można powiedzieć, iż Absolut jest twórcą świata, istotą metafizyczną, która ogarnia sobą wszelkie stworzenie.

      Do czego może doprowadzić wygaśnięcie Absolutu? Odpowiedź odnajdujemy we fragmencie – marnieje religia filozofia sztuka, maleją naturalne zasoby języka, duchowość, której śladem jest poezja gaśnie. Życie w takim świecie jest męką, bowiem wszystko co mamy marnieje, rozsypuje się i umiera. Każde nasza działanie jest bezowocne, nasze sieci są puste – nie potrafimy bowiem wypełnić niczym tej próżni, która pozostała po odejściu Absolutu.

      Warto zwrócić szczególna uwagę na ostatnią strofę wiersza. Widzimy tutaj świątynię, ale jest ona pusta, pozbawiona obecności bożej.

      Eliade pisze wiele o świątyniach, które nie tylko są imago mundi, ale również stanowią ziemskie odzwierciedlenie wzorca transcendentnego.[29] Miejsce to stanowi sacrum, ponieważ świat jako dzieło bogów jest święte – sanktuaria, bazyliki, katedry stanowią bowiem dom boży, wciąż od nowa uświęcając i oczyszczając ziemską przestrzeń. U Różewicza miejsca takie tracą swoją wielkość.

W jednym z utworów widzimy, graniczące z profanacją, porównanie zadka kelnerki do katedry:

 

Pragnę
niestety duszy nie ma
dusza wyszła
roześmiała się
młoda kelnerka
była tak zbudowana
że można z nią było
stworzyć bez duszy
nowego człowieka
 
ależ ona ma
zadek sklepiony piękniej
niż  kopuła tej słynnej
katedry – pomyślał –
cudowne naczynie
chwilowo zamknięte
[...][30]

 

     Ciało ludzkie jako obiekt pożądania zestawione zostało z miejscem świętym – widać Dawne pojęcia straciły swoje znaczenie, granica między sacrum a profanum zatarła się. Duszy przecież nie ma, dusza odeszła. Pozbawienie człowieka tego boskiego pierwiastka zamyka przed nim drzwi do sacrum.

Nie zawsze jednak tak było. Kiedyś świat wyglądał inaczej:

Byli szczęśliwi
dawniejsi poeci
Świat był jak drzewo
a oni jak dzieci

Cóż ci powieszę
na gałęzi drzewa
na które spadła
żelazna ulewa

Byli szczęśliwi
dawniejsi poeci
dokoła drzewa
tańczyli jak dzieci

Cóż ci powieszę
na gałęzi drzewa
które spłonęło
które nie zaśpiewa

Byli szczęśliwi
dawniejsi poeci
pod liściem dębu
śpiewali jak dzieci

A nasze drzewo
w nocy zaskrzypiało
I zawisło na nim
pogardzone ciało[31]

      Drzewo pełniło ważną funkcję w wierzeniach archaicznych, wokół niego odbywały się często rytuały, uznawane było również za bóstwo lub miejsce jego zamieszkania (w starożytnej Grecji w drzewach zamieszkiwały driady).

     W pierwszej części wiersza mamy do czynienia z uświęceniem drzewa, które stanowiło (kładę duży naciska na czas przeszły) swego rodzaju centrum świata. Tam poeci podobni byli do dzieci – świat w ich oczach był prosty, oni sami szczęśliwi. Obrazek ten przypomina nieco scenę mitologiczną odmalowaną przez Botticelliego (Primavera), w której orszak Wenus tańczy w otoczeniu drzew. Różewicz pozbawia nas jednak podobnych wizji, zaznaczając, że taki stan rzeczy rozgrywał się w przeszłości, teraz na gałęziach drzewa, z którego „jadło się” poezję, wsi pogardzone ciało.

     Desakralizacja w poezji Różewicza jest wyraźna, pozostaje jeszcze zapytać czy totalna…

Desakralizacja pozorna

 

      Pomimo pesymistycznego charakteru  poezji Różewicza odnajdujemy nieśmiało przebijające się refleksy światła.  I wbrew pozorom jest to swego rodzaju świętość. Postaram się to udowodnić na dwóch przykładach. Niezbędnym jest jednak zaznaczyć, iż poeta nigdy nie wróci do pojmowania sacrum w sposób tradycyjny, ukonstytuowany przez wieki i świadomość zbiorową. Świętość będzie miała tutaj zupełnie inny wymiar – dyskretny, niepewny i… człowieczy:

 Po końcu świata

po śmierci

znalazłem się w środku życia

stwarzałem siebie

budowałem życie

ludzi zwierzęta krajobrazy

[...][32]

 

            Oczywiście nie jest to ten sam środek, o którym pisze Eliade, aczkolwiek można przypisać mu niektóre z jego cech. Według badacza znajdowanie się w centrum wiąże się z powtarzaniem procesu tworzenia świata przez bóstwo:

 Terytorium nieznane, obce, nie zasiedlone (co znaczy często – nie zasiedlone przez „naszych”) przynależy jeszcze do  modalności płynnej i nie dokształconej chaosu. Zajmując je, a zwłaszcza zasiedlając , człowiek przez obrzędowe powtórzenie kosmogonii przeistacza symbolicznie daną okolicę w kosmos. To, co ma stać się „naszym światem”, musi wpierw zostać „stworzone”, a wszelkie dzieło stworzenia ma swój wzorzec: stworzenie świata przez bogów.[33]

      W utworze W środku życia rolę Boga przejął człowiek, który sam dla siebie chce stać się Panem– to on jest stwórcą, to on oddaje się uświęconej czynności kreowania. Oczywiście zjawisko to ma wymiar mentalny – wszystko bowiem odbywa się we wnętrzu człowieka. Wnętrze to staje się pewnego rodzaju sacrum, a przestrzeń życia nabiera cech świętości.

     W wierszu pt. Gałązką oliwna podmiot pragnie stwarzać świat dla syna, oddzielać światło od ciemności, mówić co jest prawdą, a co fałszem, co lewą, a co prawą stroną. Dzięki temu w życiu dziecka zapanuje jasność. Świat nie będzie już pozbawiony sensu i uporządkowanych pojęć transcendentalnych. Widać więc wyraźnie, że Różewicz nie pozbawił nas całkowicie możliwości obcowania ze sfera sacrum, z tą różnicą, że czynnikiem uświęcającym staje się poeta – człowiek.

        Powtarzając jeszcze raz to, o czym pisał Eliade – nawet największe zeświecczenie nie obroni się przed sakralizacją, ponieważ odczuwanie jej leży w naturze człowieka. Rozgraniczenie sfery sacrum i profanum pozwala nam zrozumieć świat, definiować i wartościować pojęcia. Należy zadać sobie r pytanie czy warto pozbawiać rzeczywistość cech świętości? Każdy z nam musi sam zmierzyć się z tym problemem. Mnie pozostaje wyrazić nadzieję, iż człowiek absolutnie nie wyrzeknie się sacrum.


[1] Motta cytuję za T. Różewiczem ze strony www.poezja.org.

[2] A. Podsiad, Słownik terminów i pojęć filozoficznych, Warszawa 2001, s. 783.

[3] Tamże.

[4] Tamże.

[5] M. Eliade, sacrum, mit, historia, Warszawa 1970, s. 53.

[6] Tamże, s. 54.

[7] Tamże.

[8] A. Podsiad, Słownik…, s. 783.

[9] M. Eliade, sacrum…, s. 55.

[10] W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych [na:] www.slownik-online.pl.

[11] H. Vogler, Tadeusz Różewicz, Warszawa 1972, s.14

[12] Tamże, s. 9

[13] Tamże, s. 13

[14] Tamże.

[15] Tamże.

[16] Tamże.

[17] Zob. publikacja T. Majchrowskiego, Poezja jak otwarta rana, Warszawa 1993.

[18] Tenże, Kuglarz świętości [na:] www.poezja.org.

[19] M. Eliade, sacrum…, s. 65.

[20] Tamże.

[21] T. Różewicz, Poemat otwarty, frag. [w:] T. Drewnowski, Walka o oddech. O pisarstwie Tadeusza Różewicza, Warszawa 1970, s. 255.

[22] Tamże, s. 255.

[23] M. Eliade, sacrum…, s. 77.

[24] Tamże, s. 57.

[25] T. Różewicz, Z mojego domu [w:] S. Burkot, Tadeusza Różewicza opisanie świata, Kraków 2004, s. 107.

[26]T. Różewicz, Cierń [na:] http://www.michalszkutnik.one.pl/poezja/wiersz/?numer=21.

[27]T. Różewicz, Wygaśnięcie Absolutu [na:] http://www.krynica-zdroj.info/wiersze/mod3.php?pio=3958.

[28] A. Podsiad, Słownik…, s. 2 – 3.

[29] M. Eliade, sacrum… s. 83.

[30] T. Różewicz, Płytko prędzej [w:] S. Burkot, Tadeusza Różewicza…  s. 60.

[31] T. Różewicz  [na:] http://wiersze.annet.pl/w,,14457.

[33] M. Eliade, sacrum…, s. 61