RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2013

Dlaczego mama-filozof nie ochrzci córki?

26 cze

Niedawno zadałam na facebookowej stronie bloga takie pytanie:

Czy niewierzący rodzice powinni ochrzcić dziecko? Jeśli nie/tak* (niepotrzebne skreślić) to dlaczego?

     Temat mnie interesuje, bo Sara jest teraz w wieku, kiedy bardzo często zanosi się dziecko do chrztu. Wraz z mężem zdecydowaliśmy się nie chrzcić córeczki i zastanawialiśmy się czy nasze rozumowanie jest odosobnione. Nie pojawiła się właściwie żadna odpowiedź „na tak”. Zobaczcie, co pisali moi internetowi rozmówcy, którym jestem wdzięczna za podzielenie się poglądami:

     Ja tak przed laty zrobiłam – dzisiaj dorosłe dzieci mają mi to za złe. To czasami skomplikowane sprawy, trzeba oprzeć się presji środowiska, ale czasami warto, także przez szacunek dla przyszłych wyborów dziecka.

     …dziecko powinno wybrać sobie świadomie religię, a więc w wieku 18 lat, ja np. jestem zła na mamę, że zdecydowała za mnie i jeszcze nie wypisałam się z Kościoła, bo sam proces jest wg mnie upokarzający.

      Jeżeli uczymy dziecko dokonywać wyborów, to ono jako dorosły człowiek świetnie sobie z tym faktem poradzi. Będzie znało sztukę używania argumentów i jeżeli dokona swojego własnego wyboru w jakiejkolwiek kwestii, to musi wiedzieć, że my jako rodzic akceptujemy to 100% czy to będzie wybór diety, kochanki, trybu życia czy wiary.

     Ja mam właśnie tak, że rodzice mnie ochrzcili chociaż są niewierzący i całe życie mnie to irytuje. Nie cierpię hipokryzji. Powiedzieli że zrobili to, żebym jak będę dorosła mogła sobie wybrać, bo gdybym chciała być katoliczką, to nie mam problemu, a gdybym była niewierząca, to to nie będzie miało dla mnie znaczenia. Szkoda że jednak ma.

     Uważam, że osoby niewierzące nie powinny chrzcić dzieci (…) Mogę to pytanie porównać do takiego czy osoby niejedzące mięsa powinny je jeść w gronie rodziny, ponieważ boją się opinii innych i oceny. Jeżeli, ktoś jest na tyle dojrzały, że podjął decyzję o tym, że nie wierzy, to powinien konsekwentnie stać przy tej opcji. Największym błędem dla dziecka jest bycie ochrzczonym, gdy nie idzie za tym wiara rodziców. To ona i dawanie świadectwa dniem codziennym utwierdza dziecko w wiedzy, co to jest wiara, czym ona jest dla moich rodziców i jak ona w życiu im pomaga. Tacy rodzice chcą, aby i ich dziecko uczestniczyło w tej pięknej rzeczywistości, aby stało się dzieckiem Boga i aby w ślad za tym zostało obdarowane pełnią łaski płynącej z sakramentu świętego.

     Już sam fakt wahania w tej kwestii świadczy o tym, że rodzice powinni najpierw rozeznać się dokładnie we własnej wierze czy niewierze i dokonać jasnego wyboru, tzn. albo odrzucić Chrystusa, uznając go za szalonego megalomana lub kłamcę (trudno tutaj o inne alternatywy) i tym samym sakramenty za niepotrzebny zabobon, albo uznać to co robił i mówił za prawdę, samemu powracając do wiary i sakramentów, a dopiero później chrzcząc dziecko. Niezbyt odpowiedzialne wydaje mi się podejmować za dziecko decyzję, której nie potrafi się podjąć uprzednio świadomie względem samego siebie.

    Wypowiadali się wierzący i niewierzący (katechetka, logik, absolwenci filozofii polonistyki, matka, absolwentka liceum). Nie umieściłam tych tekstów w całości, więc odsyłam na stronę facebookową. W dyskusji bardzo brakowało mi głosu „za” i takiej argumentacji. Powszechnie wiadomo, że rodzice niewierzący chrzczą dzieci.

    Nie ochrzczę Sary z prostego powodu – za jej chrztem nie pójdzie realna wiara i wychowanie w katolicyzmie. Więc po tworzyć dysonanse już od samego początku? Po co pokazywać dziecku hipokryzję i brak konsekwencji? Ktoś może mi zarzucić (i zarzuca w sumie),  że skazuję dziecko na odrzucenie przez rówieśników. To, jako matkę, trapi mnie najbardziej. Oczywiście nie chcę, by moja słodka córeczka cierpiała w jakikolwiek sposób, tym bardziej z powodu odrzucenia. Jedyne, co mogę zrobić w takiej sytuacji to wykazać się większą wrażliwością i uwagą w wychowaniu. Rozumiem również, że większość społeczeństwa jest katolicka i tutaj wkracza psychologiczny aspekt problemu – jakie mam prawo do zabierania dziecku możliwości wiary, która kształtuje osobowość i jest potrzebna w rozwoju (i jakby nie patrzeć całkiem naturalna dla wieku dziecięcego)? Otóż nie chcę odizolować Sary od religii, poza tym nie dałoby się tego zrobić, gdyż ma wierzących dziadków, którzy będą chcieli uczyć ją o Jezusie. Drugą kwestią jest moja przyjaźń z wyznawcami judaizmu i osobiste dążenie do poznania wiary przodków – z tym też Sara będzie się stykać. Czy powstanie w jej główce chaos? Jeśli będę szczera wobec niej od początku, to myślę, że nie. Oczywiście Sara jako kilkulatka ma absolutne prawo nie przyjąć moich wzniosłych tez o prawdzie, uczciwości itp., ona będzie chciała być częścią grupy – to również naturalne. Z doświadczenia innych rodziców wiem natomiast, że to bardziej my – dorośli zajmujemy się tą kwestią, wysługując się dziećmi jako argumentem na nasze niezdecydowanie i strach. Z punktu widzenia wiary decyzja o niechrzczeniu córki jest słuszna, z punktu widzenia społeczeństwa, dyskusyjna. Dla nas jako rodziny ważniejsze są jednak wartości jako takie, nie zaś ich społeczny pryzmat.

     Córeczko, chcę zrobić wszystko, by szanować Twoje przyszłe wybory. Wybacz, jeśli popełniam błędy. Jedyne, co mogę Ci teraz dać to prawda o mnie i najszczersza  miłość.