RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2013

Mama wraca do pracy, czyli zarazki, Auschwitz i niemowlęcy kocyk

31 sie

Dawno mnie tu nie było. Ostatnio miałam kilka zmartwień i nie pomagało nawet pisanie. Kłopoty kłopotami, ale do pracy trzeba wrócić i to po bardzo długiej, bo półtorarocznej, przerwie. Mamy mogą poczytać w Internecie mnóstwo rad jak zorganizować ten trudny czas, jak odciągać pokarm, kogo zostawić z dzieckiem itp. Ja na to rozstanie spróbuję spojrzeć z filozoficznego punktu widzenia i skupię się na… tragedia! Nie mogę się na niczym skupić, szczególnie na filozofii, bo to co czuję jest… jest… straszne!

Wczoraj miałam swoją pierwszą radę pedagogiczną. Cieszyłam się na nią, bo dawno nie widziałam się ze znajomymi z pracy. Musiałam jednak po raz pierwszy w życiu oddać proces usypiania Sary mężowi. Nie boję się zostawiać małej z Szymonem, bo to najlepszy tata pod słońcem, jednak przykro mi było, że nie utulę jej przed snem, że nie pogłaszczę, nie zaśpiewam. Siedząc na radzie zapomniałam o tym żalu i zaangażowałam się intelektualnie w nowe wyzwania (zdążyłam nawet rozpisać sobie plan wycieczki do KL Auschwitz, od ilości pomysłów na przygotowanie do niej uczniów aż rozbolała mnie głowa). Pomyślałam sobie: „Eee, to proste, dam radę pracować bez jakiejś ogromnej tęsknoty za Sarą, wreszcie czuję się spełniona, wyszłam do ludzi”. Z minuty na minutę mój entuzjazm przygasał (może nie powinnam tego pisać, czyta mnie dyrekcja – pozdrawiam Cię Dorotko!) „Ale czy ją uśpił? Czy płakała, Czy tęskniła? Czy zaakceptowała butelkę? Jak wypiła sztuczne mleko to super, bo nie będzie głodna, bidulka. Jak wypiła sztuczne mleko to tragedia, bo to znaczy, że już mnie tak nie potrzebuje, o ja biedna…” Wracając do domu zatłoczonym autobusem zastanawiałam się ile bakterii będę znosić, ile przeziębień złapię i czy zarażę Sarenkę, czy uda mi się zachować laktację, czy nie zadręczę wszystkich w pracy ciągle opowiadając o dziecku, czy, czy, czy… Wpadłam do domu spodziewając się, że Sara płacze a ja niczym mama super-bohater uwolnię ją od tych nieukojonych spazmów. A tutaj niespodzianka – Sara słodko śpi przytulona do swojego niemowlęcego kocyka w misie. Co czułam? Dumę z męża, radość, że córcia odpoczywa po dniu pełnym wrażeń, smutek, że mnie przy niej nie było i ogromną miłość do tych moich dwóch skarbów, które mam w domu. Filozofii nie ma tu żadnej ;) Miłość ją wyprzedza!