RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2013

Spotkał katar Katarzynę, czyli o moim dziadku-żołnierzu

24 wrz

Wszyscy zawsze śmiali się z mojego dziadka… no bo silny chłop, żołnierz, a gdy miał katar…  mówił, że wolałby umrzeć. Ja go świetnie rozumiem. Przeszłam dwie operacje, jedną bardzo poważną, drugą z powikłaniami, przez lata ktoś coś z mojego ciała wycinał, poddawano mnie najróżniejszym, bolesnym zbiegom, ale nic nigdy nie jest w stanie tak wyprowadzić mnie z równowagi jak „zwykły” katar. Celowo napisałam „zwykły”, bo mój katar to kosmiczny katar. Przez dwie doby zazwyczaj z nosa leje mi się jak z kranu, do tego stopnia, że zużywam trzy-cztery worki na śmieci chusteczek higienicznych (w ciągu jednego dnia). Konsekwencją tego jest brak wypoczynku, bo niemożliwym jest położyć się nawet na chwilę – mówiąc krótko – nie śpię dwa dni w ogóle. Taka ilość kataru zawsze kończy się zapaleniem zatok albo oskrzeli. Tym razem jest jeszcze gorzej, bo z uwagi na karmienie nie mogę leczyć się jak zawsze. No i mam nową bolączkę – co zrobić, by nie zarazić Sary. Zamknęłam się w drugim pokoju, gdy wychodzę zakładam maseczkę chirurgiczną, rąk nie myję po każdym wydmuchaniu nosa, bo musiałabym siedzieć w łazience cały czas, ale dezynfekuję je jakimiś śmierdzącymi płynami… koneserzy alkoholu mogliby czuć się dobrze w moim towarzystwie…

Dziecko w domu zmienia wszystko, nawet złapanie kataru to ogromny stres. I trzeba być bardzo silnym, by nie poddać się czarnym myślom … no i uważać  na wszystko. Najgorsza jest tęsknota za tym małym kimś w drugim pokoju, kogo nie można nawet przytulić i pocałować. Nie poddaję się jednak i myślę o moim dziadku, którego ostatecznie nie wykończył katar a zabrała starość. Podziwiam go!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Sara - moja córeczka