RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2014

Miłość platońska, czyli jak wysoko można wejść po schodach

15 sie

Ostatnio dźwigając Sarę na czwarte piętro (nasza codzienna praktyka, windy nie mamy, a mała nie jest już „mała”) zaczęłam rozmyślać nad stopniami miłości platońskiej i czy potrafię „po platońsku” kochać. NIE, nie! – nie platonicznie, to coś innego.

<miłość platoniczna – duchowa, pozbawiona seksualności i kontaktu zmysłowego z obiektem uczuć>

Miłość platońska – ta opisana w Uczcie to wyższa szkoła jazdy. Jeśli według Platona miłość ta ma cztery piętra, świetnym symbolem będzie blok, w którym mieszkam. Otóż na pierwszym piętrze spotykamy drugą osobę i jedyne, co zauważamy to piękne ciało. Trzeba pamiętać, że wg Platona dobro = piękno i automatycznie wszystko, co piękne jest też dobre. Na tej zasadzie działają również bajki Disneya. Założę się, że w tych produkcjach nie istnieje żadna brzydka księżniczka. Urodą nie grzeszą tam jedynie wieźmy i inne szarlataństwa. Niestety taki pogląd na naturę piękna jest szkodliwy, bo pokazuje dzieciom, które te bajki oglądają, że powierzchowność jest gwarantem wartości wnętrza. Ale wróćmy do tego pierwszego piętra – dostrzegamy w człowieku (najpierw w jednej osobie, potem we wszystkich jako prawidłowość) piękne ciało, ale szybko orientujemy się, że jest niedoskonałe. Okazuje się, iż powierzchowność nie jest tym, czego szukamy. Jest w niej coś, co nas urzeka, co zwraca naszą uwagę. Ale kieruje nas na…

drugie piętro. Na piętrze drugim zaczynamy dostrzegać w naszym sąsiedzie albo sąsiadce (wg Platona w sąsiedzie, bo filozof głównie skupiał się na miłości homoseksualnej męskiej) również wartości duchowe. To piękno ukryte w duszy pociąga nas bardziej, bo przypomina nam świat idei, w którym kiedyś bytowaliśmy, zanim spadliśmy na ziemię i zapomnieliśmy o wszystkim. My sami mamy w sobie takie Piękno, więc naturalne jest, że dążymy do niego. Kochamy Dobro, więc podążamy do Dobra poprzez innych ludzi, w których ono się uwidacznia. Tak samo też działamy na innych. Jako, że wszyscy to posiadamy, bycie singlem jest praktycznie niemożliwe ;) Oczywiście Platon nie rozumiał miłości tylko jako związku romantycznego (właściwie wcale tak o niej nie myślał) – przynajmniej nie na tym etapie. Tutaj wkradała się już przyjaźń, zachwyt nad przymiotami intelektualnymi.

Na trzecim piętrze  nie widzimy już poszczególnych ludzi, ich ciał i dusz. Zaczynamy zajmować się Pięknem i Dobrem w zupełnie inny sposób – tworzymy, myślimy, doceniamy piękno nauki i filozofii,

by na czwartym piętrze dosięgnąć wiecznej idei Dobra, Piękna i Prawdy. No cóż, tutaj chyba nie dotarłam. Ale moje dziecko i cud jej narodzin coraz bardziej przybliża mnie do Tego Jedynego Dobra, bo pokazuje mi, że to nie my tworzymy Piękno – my uczestniczymy w nim poprzez cud życia. Wg Platona posiadanie dzieci zapewnia człowiekowi nieśmiertelność. Dziś wiemy, że tą „nieśmiertelnością” jest raczej nasz kod DNA, ale nie można Platonowi odmówić dość dobrej intuicji. Zresztą nie o sam kod chodzi, a o dziedziczenie duchowe. Dzieci, będące wynikiem miłości zmysłowej i baraszkowania na pierwszym piętrze, są tak naprawdę drogą do wieczności – do świata idei. Czyż to nie piękne? Bo miłość – w każdym wydaniu zmierza do poznania Absolutu. A wszystkie dzieci nasze są – razem z nimi uczestniczymy w  Dobru, Prawdzie i Pięknie.

Kochane mamy, szanujmy to.

(wpis dedykowany również pewnej mojej uczennicy – Dominice)


http://https://www.youtube.com/watch?v=o2t5hzHY2fY