RSS
 

Dawno, dawno temu był sobie sklep z zabawkami…

09 sie

Magiczne miejsca. Każdy z nas je zna. Najczęściej znajdujemy je w dzieciństwie, by potem z zadumą i namaszczeniem wracać do wspomnień o nich. Magiczne miejsca umierają. Wraz z upływem czasu zmieniają się, albo my się zmieniamy i nie potrafimy odczuwać ich tak jak kiedyś. A jako, że są z nami nierozerwalnie związane – jeśli jedno umiera, w pewnym sensie umiera i drugie.

Jednym z takich magicznych miejsc był „Sklep z Zabawkami” nas moim osiedlu. Nie było wtedy jeszcze supermarketów, więc te kilkadziesiąt metrów kwadratowych zdawało się być ogromną przestrzenią. Wchodziłam tam zawsze z wielką nabożnością. Wnętrze było dość ciemne, a lady lśniące… Po prawej stronie wisiały palety z kolorowymi papierami do pakowania. Kawałek dalej znajdowały się dziesiątki przeróżnych długopisów, piór, ołówków i innych przedmiotów kreślarskich. Na wprost – na największej ścianie mieściły się półki z całą masą kolorowych zeszytów, brulionów, papierów kolorowych, przepięknych papeterii (które kupowałam setkami, bo już jako dziecko pisałam bardzo dużo listów). Na tej samej ścianie znajdowały się również drzwi. Dla mnie były tajemnicą, bo wychodząca stamtąd pani zawsze przynosiła coś, czego jeszcze w życiu nie widziałam – porcelanowe figurki, pozytywki, zeszyty z kartkami zdobionymi w kwiaty… Często próbowałam tam zajrzeć, ale nigdy mi się to nie udało. W mojej wyobraźni mieściły się tam całe komnaty zabawek i zdobionych w róże papierów. Po lewej stronie sklepu stał regał z zabawkami. Nie dało się oderwać od nich oczu! Pluszaki, lalki, gry planszowe, piłki, skakanki, hulajnogi… Na większość z tych rzeczy nie było mnie stać, więc tym bardziej wydawały mi się magiczne. Musiałam czekać miesiącami, by kupić jakąś upatrzoną zabawkę. Zawsze, zanim mogłam ją już zabrać do domu, prosiłam panią, czy mogę potrzymać. Mówiłam jej wtedy, że już niedługo zamieszkamy razem. Lubiłam sobie wyobrażać, że te zabawki ożywają w nocy i rozmawiają ze sobą. Moje upatrzone lalki zawsze rozmawiały o tym, jak miłą dziewczynką jestem i jak im będzie ze mną miło.

Lata mijały, sklep się zmniejszał zjadany przez kryzys i czas, pochłaniany przez stojący niedaleko supermarket… Najpierw zniknęła ściana z zabawkami. Kilka z nich upchnięto na inne półki. W połowie sklepu wybudowano ścianę z dykty, za którą już nie było magii, a oddział banku. Potem stopniowo ubywało towaru. Małą już przestrzeń raz jeszcze podzielono na pół, by w miejscu magicznego sklepu otworzyć warzywniak. Dziś w tym lokalu mieści się bar orientalny „Yem Tu”. Uwielbiamy go. Ja pewnie dlatego, że wciąż czuć w tym miejscu pozostałości po magii.

A dziś? Dziś nie ma już sklepików, są hiper, super, mega markety, liczne galerie handlowe, pasaże… Jest mi smutno, że moja córka nie zobaczy nigdy jak wyglądały prawdziwe sklepy zabawkarskie, gdzie produkty były solidne i śliczne, a nie rozpadające się po pierwszym użyciu. Wtedy jeszcze pisało się listy do koleżanek z kolonii, papier pachniał olejkiem różanym, a w kolorowych segregatorach kolekcjonowało się różne bajkowe karteczki.

Dziś, ku mojej wielkiej radości, całkiem niedaleko tamtego sklepiku, znalazłyśmy inny, podobny – jest tam wszystko: zabawki, porcelana, biżuteria, obrazy. Poczułam się jak za czasów dzieciństwa. Sara również była szczęśliwa, mogąc oglądać te różności w ciszy i spokoju. Dostała nawet mały upominek – laleczkę w kołysce. Wiecie, chciałabym, by ten sklep nie upadł i by Sara też miała takie magiczne wspomnienia jak ja. Żaden supermarket nie ma w sobie takiej magii jak te małe urocze sklepiki, o których powoli już zapominamy.

10351087_816560531721632_5354701106996616232_n

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Sara - moja córeczka

 

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz