RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Książki mojego życia’

„Dawno, dawno temu była sobie księzniczka, co przypaliła budyń”, czyli przegląd książeczek dla maluszka

23 lut

Zawodowo zajmuję się tak zwaną „literaturą piękną”. W przeważającej części piękna jednak nie jest,  za to często straszna, niepokojąca, zmuszająca do snucia ponurych refleksji. Piszę doktorat o literaturze wspomnieniowej (Holokaust, okupacja hitlerowska etc.), dlatego też wielką radość sprawia mi kupowanie kolorowych i wesołych książeczek dla Sary. Mamy już ich cały stosik i chyba nadszedł ten czas, by podsumować jego zawartość.

Nie znalazłam jeszcze książeczki idealnej, chociaż jedna jest bliska ideałowi. Zanim zdradzę, która przeszła nasze testy, wyjawię Wam, czego oczekuję po literaturze dla maluszków. Po pierwsze książka musi posiadać ciekawe, mądre opowieści albo wierszyki. To właśnie tekst będzie dla dziecka kluczem do innego świata, zachętą do poznawania ich niezliczonych ilości. Póki co, Sara nie rozumie słów, ale już nie mogę się doczekać, kiedy wspólnie wyruszymy w jakąś fascynującą, literacką podróż. Początkowo ważne są obrazki. I tutaj jestem bardzo wymagająca. Nie lubię zbyt prostych, „nowoczesnych” rysunków, ale takie, które wprowadzają w piękny, baśniowy świat. Chcę, by każde kolejne oglądanie książeczki odkrywało przed nami nowe tajemnice zaklęte w szczegółach ilustracji. W przypadku małych dzieci sprawdzają się oczywiście grube kartki, których nie da się tak łatwo podrzeć. Książeczka musi być solidnie sklejona (niestety większość książek Sary rozpadło się pod wpływem jej gwałtownej miłości do literatury).

A teraz czas na analizę i interpretację wybranych pozycji ;)

1. Pierwsza książeczka Sary rozpadła się po pierwszym dniu a i jej treść może prowadzić do rozpadu… osobowości. Dostałą ją po kimś (ciekawe jak ma się to dziecko…). Pozwólcie, że wkleję tekst jednego z wierszyków:

Myślę, że Sara, wychowująca się w rodzinie „heretyckiej” nigdy nie przeczyta tego okropnego wierszyka! Cóż, ten radosny tekścik o biciu ludzi za ich ateizm/agnostycyzm/innowierstwo raczej nie pomoże córce uczyć się łagodności i miłosierdzia.

2. Kolejną absurdalną książeczką (którą tym razem, przyznaję się bez bicia, kupiłam ja, zupełnie bezrefleksyjnie) są „Różne zwierzęta”. Zwierzęta rzeczywiście są różne… różne od normalności. Krzywa sarna, dziwny struś, szalony kozioł… i te opisy, np. struś – w wielu krajach hoduje się strusie, głównie ze względu na ich dobre mięso; koza – hoduje się je na całym świecie ze względu na ich mleko i mięso, kozioł – męski odpowiednik kozy, którego hoduje się ze względu na mięso. Hm… myślę, że akurat to Sara chciałaby wiedzieć. I te różnorodne opisy… nie mówiąc już nic o błędach interpunkcyjnych.

3. Całą osobną kategorię stanowią książki, które zmieniają treść znanych baśni. Sara ma ładnie ilustrowaną, grubą książkę z opowiadaniami dla dziewczynek (bo różowa?). Księżniczka – ta od ziarenka grochu ma na imię Gosia, chce zwiedzać świat, często przypala budyń i wyrusza wraz z księciem Patrykiem na misję… poszukiwania prawdziwej księżniczki. Oczywiście na sam koniec okazuje się, że ona nią jest. Dopóki jednak książę Patryk nie przejrzy na oczy, Gosia robi za kumpelę, a na dodatek w duchu gender:  Nie możesz jechać z nami – stwierdził Fred. – To przygoda tylko dla chłopaków. – Nie wystraszę się, jestem dzielna, jak wy! Historia jest bardzo zabawna, ale jakoś nie lubię nowych wersji starych, niezawodnych baśni, które mówią wiele o ludziach – chociaż czasem prawda ta wydaje się zbyt okrutna.

4. Czas na kategorię książek „za ciężkich” i „zbyt dużych”. Sara próbuje je udźwignąć, ale w rezultacie przewraca się razem z nimi.

4. Córcia ma jednak w większości ładne i mądre książeczki – lubimy te z serii „Klasyka polska” i „Klasyka światowa”. przeważnie są ślicznie ilustrowane a ich treść odsyła do baśni Andersena czy braci Grimm albo do polskich legend. Minusem jest to, że znacznie upraszczają oryginalne opowieści i nie będą dobre dla dziecka, które już rozumie więcej.

5. Książeczki interaktywne, edukacyjne, świecące, grające… i doprowadzające mnie do szału. Pal sześć ich walory dydaktyczne, ja potrzebuję ciszy!

6. I wreszcie jest… niemal idealna, wyśniona, niedroga, klasyczna książka, którą Sara dostała od babci. „Maria Konopnicka dzieciom” z ilustracjami Wojciecha Wejnera. Piękne, mądre wierszyki, które mówią coś o świecie, nie uczą przemocy, a ozdobione przepięknymi ilustracjami fascynują jeszcze bardziej. Kartki są grube, wytrzymałe, literki wystarczająco duże i chociaż wciąż nie są to idealne (aczkolwiek prawie idealne) ilustracje, to polecam każdemu!