RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Małżeństwo’

Ale fajna mama z tego taty, czyli o tatusiu na urlopie rodzicielskim i zazdrosnej mamie

24 maj
sara z tata

Sara z tatą na początku jego urlopu

Dziś kilka refleksji z okazji rychłej rocznicy pójścia na urlop rodzicielski taty Sary :)

Załapaliśmy się na urlop roczny. Cudownie, bo nie mielibyśmy z kim zostawić Sary. Pierwsza myśl – ja zostaję w domu, to przecież logiczne, że matka powinna sprawować stałą opiekę nad dzieckiem. Pokutował bowiem w nas głęboko zakorzeniony pogląd, że ojciec to ten, który zarabia i służy tylko do zabawy z dzieckiem. Od początku wprawdzie mąż pomagał mi we wszystkim, ale praca na nasze utrzymanie miała być jego domeną. Powoli dojrzewał w nas jednak pomysł, bym to ja wróciła do pracy, ponieważ:

- kocham ją i realizuje moje ambicje,

- mąż swojej nie kocha i nie realizuje jego ambicji,

- mąż kocha córkę i ta realizuje jego ambicje,

- ja kocham córkę i… … … kurczę, nadal czuję, że matka powinna być przy dziecku! Czyżbym nie była nowoczesna? Czyżbym nie popierała polityki równych szans? Jestem nowoczesna. Popieram. Gdyby nie pomoc męża, nie mogłabym uczyć, pisać doktoratu… Gdyby nie on, to moje życie byłoby smutne i ciężkie. Dlaczego więc tak trudno było mi podjąć decyzję  o pozostawieniu Sary z tatą?

1. Poczucie winy

Przede wszystkim nie umiałam rozstać się z Sarą, pomimo że ona nie miała problemu z separacją. Czasem nawet nie zauważała, że wychodzę z domu. Kazano mi się z tego cieszyć, bo histeria dziecka nie jest niczym przyjemnym. W głębi serca jednak było mi przykro, że własne dziecko za mną nie tęskni. Czułam się okropnie i rozliczałam sama z sobą o każdą minutę poza domem.

2. Karmienie piersią

Bałam się, że przez pracę będę musiała zakończyć karmienie piersią. Zakupiłam porządny laktator, tuzin kubeczków do mrożenia pokarmu, herbatki laktacyjne… i co? I nic. W pracy nie miałam jak odciągać pokarmu. Półgodzinna przerwa nie wystarczała na zjedzenie czegoś, odsapnięcie i zabawę z laktatorem. Schodziłam do piwnicy, bo nie wyobrażałam sobie odciągania w toalecie, a potem karmienia tym mlekiem dziecka. W piwnicy, mimo że przytulnie, było zimno, więc uciekałam stamtąd szybciutko. Piersi niestymulowane nie zachowują laktacji na wysokim poziomie. Moje obawy były jednak nieuzasadnione, bo córeczka jadła rano, po moim powrocie i wieczorem. Okazało się, że to wystarcza, a ja szczęśliwie karmię nadal.

3. Zazdrość

Mojemu powrotowi do pracy towarzyszyła najzwyklejsza w świecie zazdrość o mamy, które mogą być z dziećmi. W wolną środę spotykałam takie właśnie mamy na popularnym w naszym mieście deptaku, i wiedziałam, że będą jutro i pojutrze… a ja nie. Z zazdrością patrzyłam na to jak dumnie kroczą z wózkiem, jak świetnie sobie radzą z przewijaniem na kolanie i karmieniem… Ja takiego treningu nie miałam codziennie. W takich chwilach nachodziła mnie ochota, by nie iść na drugi dzień do pracy, uprzeć się i wytknąć mężowi: „Powinieneś zarabiać tyle, bym mogła zostać z dzieckiem”. Okrutne, prawda?

***

Do pracy wróciłam, mąż został z córką. Początki były bardzo trudne i sporo kosztowały mnie emocjonalnie. Dla mojej psychiki ratunkiem było to, że praca, którą wykonuję jest jednocześnie moją pasją, więc często wracałam naładowana dobrą energią. Uspokajał mnie również fakt, że tata Sary to cudowny opiekun. Przypominam sobie sytuację, gdy spotkaliśmy jakaś starszą panią, która zwróciła się do mnie takimi słowami: Muszę pogratulować pani męża. Codziennie widzę go na spacerze z córeczką. Jest dla niej taki czuły i dobry. Mój mąż w niczym mi nie pomagał. Pękałam z dumy!

Uważam się za osobę postępową, ale intuicyjnie i emocjonalnie wiem, że powinnam być przy córce. Okrutne jest to, że czasem trzeba poświęcić swoje naturalne, macierzyńskie instynkty, by móc coś włożyć do garnka. Dziękuję moim uczniom, że dzięki wspaniałej pracy z nimi, nie przeżywam tego zbyt mocno i wstaję rano ożywiona. Marzy mi się jednak taki świat, w którym mama, jeśli tylko tego chce, może bez żadnych przeszkód (czy to finansowych, czy społecznych) zostać z dzieckiem, gdy ono zaczyna robić wszystko po raz pierwszy – chodzić, mówić, rysować… I taki świat, w którym mężczyzna zawsze jest oparciem, trwałym fundamentem rzeczywistości i niezastąpioną pomocą. To ostatnie mam, na resztę muszę zapracować i cierpliwie poczekać.