RSS
 

Moje wiersze

Dawno temu, gdy byłam mniej szczęśliwa niż teraz, pisałam wiersze. Oto krótka prezentacja.

 

Zespół Cotarda

Panu Kazimierzowi Furmanowi

w świecie gdzie ręce tworzą dla rąk kończyny mam urojone
podmiot swój zlewając z przedmiotem zwykle zimnym i gładkim
staję się szybą, przesuwam świat o milimetry za późno, tak niezręcznie
odczuwać coś w nieistniejącej, co dzień wyciągać się po „lepiej”,
szeptać kubkom do ucha znikam i stawać się szklanką,
tutaj nawet lustrom odbija, nie potrafią zmienić istoty szarej w kolorową,
wyodrębnić ze struktur zimnych i gładkich skruszonego już ciała

Strach

pamiętam cień prosto padał
równo leżał pod trzepakiem
zwisał z chodnika

nie mogłam odlecieć na dywanie
skrzydełkach z kurczaka
różowej piersi matki

on był pozycją stojącą
brudnym opuszkiem palca
oknem piwnicy

w chronicznej pustce podwórka
grzebał mnie w piachu
pamiętam im głębiej tym zimniej

Rozkład

Don’t be afraid of my eyes,
I’m blessing you even in my death…

László Jávor

 chcę wiedzieć
z czyjej ziemi wyrosłam
że tak kurczliwa rozwidlona
przypominam dziecko
z czyich rąk moje ręce
z czyich ust moje usta czerpią
słodką krew kruchą kość
na gorączkę na ból na różyczkę
na śmierć moją śmierć czyja najlepsza
muszę wiedzieć
czy to z twojej ziemi wyrosłam
czy to w twoją ziemię wciąż wrastam
naturalna wonna wyziębiona jak lęk
w dychotomii pędu butwieję

i czy gdy rozłożę się na plecach
w ciepły lekki sens
tu pod krzyżem gdzie boli
najmocniej bycie żywą
stanie się inne

 *  *  *

to wstyd położył ręce
pod kolor sukienki
pierwszy raz

smakował tynkiem
pachniał kartonem

w tej pozycji mogła tylko
trzeć ścianę
wierzchem dłoni

piękna sześcioletnia
potrzebna na gwałt

 

 

 

 

Dodaj komentarz